Wyprawa na wyspę Avalon – nurkowanie kawernowe w Cenote The Pit

Meksyk, Jukatan, Riviera Maya, Cenote The Pit (Cenote Jacinto Pat), nurkowanie kawernowe

Nurkowanie kawernowe w Cenotach to przyjemność jedyna w swoim rodzaju. O Cenotach napisano niemało, każdy kto miał choć trochę styczności z nurkowaniem, nie tylko jaskiniowym ale tak po prostu, słyszał zapewne nazwę tajemniczego miejsca, gdzieś na drugim końcu świata, gdzie legendy o dawnym imperium Majów mieszają się z geologicznym cudem natury. Cudem tym jest, pochodząca z trzeciorzędu koralowa rafa, która wyniesiona z oceanicznego dna w trakcie dryftu kontynentów utworzyła półwysep Jukatan, by wraz z resztą Ameryki Środkowej połączyć oba kontynenty amerykańskie, po rozpadzie Gondwany i wędrówce Ameryki Południowej na zachód. Zbudowana z dawnych korali miękka wapienna skała chętnie ulegała drążącej ją z uporem wodzie, gdy podczas ostatniego zlodowacenia poziom morza znajdował się około o sto metrów niżej. Utworzone w ten sposób jaskinie były miejscem schronienia człowieka, który dotarł na kontynenty amerykańskie przed tysiącami lat, a przenikająca porowaty wapień woda, niczym hojny artysta wzbogaciła jaskinie o klejnoty zjawisk krasowych w postaci stalaktytów, stalagmitów, stalagnatów i kurtyn. Samo to jednak nie wystarczyłoby by Cenoty stały się jedyną w swoim rodzaju siecią podziemnych jaskiń – o ich unikalności zadecydował kolejny interglacjał, kiedy to jaskinie wraz z całym bogactwem krasowych wspaniałości znalazły się na powrót pod poziomem wody i dodajmy tu: wody słodkiej.

Daje to niepowtarzalną możliwość podziwiana zjawisk krasowych z pozycji unoszącego się swobodnie pomiędzy nimi płetwonurka. Jeśli ktokolwiek z was zwiedzając piękne podziemne jaskinie marzył o lataniu pośród wspaniałych stalaktytów, właśnie na Jukatanie może to marzenie spełnić. A warto jest spełniać marzenia! Same zjawiska krasowe Jukatanu to również nie koniec cudów. Bogata, a przy okazji najbardziej rozległa na Ziemi, znana człowiekowi sieć podziemnych jaskiń ma bowiem ciągle połączenie z Oceanem, a im bliżej Morza Karaibskiego tym wyżej w Cenotach znajduje się poziom wody słonej. Woda słona, mimo iż cieplejsza nie miesza się z woda słodką, ze względu na większą gęstość. Granicy obydwu wód, zwanej halokliną, towarzyszą niesamowite zjawiska optyczne – w Cenotach możemy obserwować dwukrotnie refrakcję światła, czyli zmianę kąta padania promieni słonecznych w trakcie przejścia przez granicę ośrodków o różnej gęstości: raz między powietrzem i wodą, a po raz drugi właśnie przez haloklinę, między dwiema warstwami wody. Nie da się opowiedzieć jak wspaniale wygląda rozświetlona tęczą dżungla spod lustra krystalicznie przejrzystej wody, gdy człowiek ma wrażenie jakby spoglądał na znany sobie na co dzień świat poprzez wrota z innego wymiaru, oczyma obcych istot. Nie da się też opowiedzieć jak wspaniałe wrażenia daje przejście przez haloklinę, przy wizji rozmywającej się stopniowo, wpierw w postaci poziomo ułożonych pasemek, następnie w formie zniekształcających wszystko wokoło, miniaturowych wirków. Do przeżycia tych wszystkich wrażeń chciałbym Państwa zaprosić.

Bramy do Xibalby, Świata Podziemi i domostwa Chaca, boga deszczu – tak dawni Majowie określali te praktycznie jedyne źródła wody pitnej na Jukatanie. Źródła, które sprawiły, że przed ponad tysiącem lat to właśnie tutaj ich cywilizacja podniosła się po upadku, gdy dalej na południe i w głąb kontynentu opustoszały, pozbawione możliwości przeżycia, tak potężne i wspaniałe miasta jak Tikal, Calakmul, Caracol, czy Naranjo.

Cenoty, które dopuszczone są do nurkowań rekreacyjnych (czyt. kawernowych) znajdują się w pobliżu Tulum, tam też wylądowaliśmy we wspaniałym hoteliku Villas H2O i H2O Pro Diving, bazie nurkowej Marco Wagnera, doskonałego instruktora nurkowania jaskiniowego.

Wspaniałe Cenoty: Calavera, Dos Ojos, Gran Cenote, El Eden, Chikin Ha, Chac Mool, Kukulkan i Tajma Ha czy nawet pełna mrocznej grozy Cenote Angelita, to znane miejsca i odwiedzane często. W ciągu tygodnia zwiedziliśmy wszystkie Cenoty opisane w przewodniku nurkowym, jednak dzięki uprzejmości Marco Wagnera i Min J. Lee, na zakończenie wyprawy zaoferowano nam niecodzienną możliwość odwiedzenia miejsca, które dało nam nieco przedsmaku emocji towarzyszących prawdziwej eksploracji ukrytych w sercu meksykańskiej  dżungli jaskiń. Daleko w głąb selvy, dużo dalej niż położona po drodze Dos Ojos, znajduje się cenota nazwana przez dwudziestowiecznych odkrywców (Dan Lins i Kay Pozda Walten) The Pit. Tu właśnie miała miejsce przygoda będąca ukoronowaniem naszej wyprawy do Meksyku, nasze kulminacyjne i finałowe nurkowanie kawernowe.

Po kilkunastu kilometrach przejechanych terenowym samochodem zatrzymujemy się w środku selvy i klarujemy sprzęt. Dalej już na piechotę, w piankach i z butlami na plecach. 40 stopni meksykańskiego słońca mogłoby wprawdzie ugotować człowieka odzianego w neopren, jednak przepełniające nas emocje mają dużo wyższą temperaturę tak, że sprzęt nie ciąży, a skalista, nierówna droga wydaje się rozwiniętym czerwonym dywanem. Ostatni kawałek odrobinę pod górę i oto dobrze ukryta pośród drzew niewielka rozpadlina z lustrem wody dobre dziesięć metrów poniżej

Krótko zastanawiamy się nad możliwościami zejścia. Pozostawione liny mają ułatwić sprawę. W końcu decydujemy się na skok w sprzęcie nurkowym z płetwami w ręce i maską nurkową na szyi z mniej więcej połowy ścianki.

Już w wodzie zakładamy płetwy i ponownie sprawdzamy sprzęt. Schodzimy w dół: Kim Davidsson, Michał Sieczkowski i ja. Zstępujące z góry promienie Słońca prowadzą nas w głąb niczym świetlna drabina. Wpływamy pod odcinające słoneczne światło sklepienie jaskini i tu naszym oczom ukazuje się niesamowity widok. Głęboko w dole leży, wychylająca się z morza mgieł, mała czarowna wyspa. „Avalon” – przemknęło mi przez myśl i tak już mi pozostanie. Zbudowana podobnie jak pokryta martwymi kikutami drzew, przypominająca bagnisty Dagobah wysepka w Angelicie, jednak w porównaniu z mroczną pustelnią Yody po prostu piękna, bowiem tutaj mgły są znacznie rzadsze i nie żółtozielone lecz srebrzystobłękitne. Tak oto natura dokłada kolejny do całego wachlarza związanych z Cenotami cudów. The Pit, podobnie jak Angelita ma budowę głębokiej, połączonej gdzieś w dole z całym systemem, studni. W obydwu oberwane sklepienie utworzyło na dnie talus – rumowisko w kształcie stożka. W obydwu także na haloklinie zalega warstwa siarkowodoru. O ile w Angelicie haloklina zaczyna się na dwudziestu dziewięciu metrach w The Pit leży o wiele głębiej, bo poniżej trzydziestu pięciu. Nie wiem co decyduje o kolorze warstwy siarkowodoru, wiem jak niesamowite wrażenia towarzyszą wejściu w chmurę, gdy ciało po prostu znika, a wokół widać jedynie mgłę. Jeśli ktoś lecąc samolotem zastanawiał się kiedyś jak by to było wyskoczyć i zanurzyć się wśród puszystych bałwanków chmur, odpowiem – wspaniale nawet jeśli chmura smakuje i pachnie jak sam przedsionek Piekieł. Chmura jest ciepła, woda poniżej chmury również. Światło także jest inne, bo teraz jesteśmy poniżej poziomu chmur podświetlanych przez skryte gdzieś tam daleko w górze Słońce. Pod nami czernieje czeluść, która na głębokości 120 m łączy się z kompleksem Dos Ojos. Zawracam na 42-u metrach. Dla docierających na tą głębokość serce wyspy Avalon obnaża kolejną tajemnicę jaką są szczątki ludzkie. Sporych rozmiarów czaszka i grube piszczele. Jeśli pochodzą z czasów, gdy Cenoty były jeszcze suche mogą mieć nawet kilkanaście tysięcy lat. Byliśmy gotowi na tą rewelację, budzi więc szacunek ale bez przerażenia. Dużo bardziej niepokojąca okazuje się wystająca pionowo z pomiędzy rumowiska płetwa – jak się okazuje, na szczęście brak doczepionego do niej nurka. Gdy zużywam jedną trzecią gazu kończy się czas i wzlatujemy w chmury.

Teraz mamy czas na eksplorację ścian studni. W przeciwieństwie do pokrytego czarnym nalotem w Angelicie, tutejszy wapień jest alabastrowo biały. Są tu też całe galerie stalaktytów, a ściany skrywają kilka odchodzących w bok korytarzy. Widzimy przywiązane do skał poręczówki jednak nie płyniemy za nimi. Zwieszające się ze sklepienia zęby stalaktytów wyglądają niczym kły zamarłej w bezruchu sfosylizowanej bestii. Pomimo to The Pit jest rajem, doskonałym kontrastem dla piekielnej studni o anielskiej nazwie – Angelity. Docieramy na przystanek bezpieczeństwa zanurzając się promieniach Słońca, prowadzących na powierzchnię niczym nić Ariadny. Kończę przystanek bezpieczeństwa i wynurzam się z absurdalnie wolną prędkością, zadaną wcześniej przez Marco i Min. Biorę głęboki wdech podzwrotnikowego powietrza z selvy, schłodzonego i nawilżonego przez cenotę. Obok mnie Michał i Kim. Spoglądamy szczęśliwi na siebie i otaczające nas piękno meksykańskiej dżungli, mając świeżo w pamięci najbardziej niesamowite widoki. To niby zwykłe nurkowanie kawernowe, jednak żadne nurkowanie w Cenotach nie jest tak naprawdę zwyczajne, a położona w odludnym środku selvy cenota The Pit daje namiastkę prawdziwej eksploracji. Nawet trudna wspinaczka po korzeniach drzew na górę nie wydaje się teraz straszna, choć sprzęt trzeba teraz wciągać na linach.

Tekst i zdjęcia lądowe: Przemek Trześniowski (Alpha-Divers)
Zdjęcia podwodne: Michał Sieczkowski

Artykuł opublikowany był na łamach magazynu NURAS.info nr 8/2010