Pętla Minotaura

Komnaty Xibalby – kilka słów o nurkowaniu jaskiniowym

Komnaty-Xibalby - nurkowanie jaskiniowe w Meksyku

Komnaty-Xibalby – nurkowanie jaskiniowe w Meksyku, opowieść w odcinkach

Nurkowanie jaskiniowe w Sistema Minotauro: Cenote Minotauro, Cenote Estrella, Minotauro Loop

Meksyk, Riviera Maya, Tulum… dzień na Jukatanie rozpoczynam jak zwykle, od krótkiego treningu, basenu, prysznica i lekkiego, złożonego głównie z owoców, śniadania, jakie serwowane jest w moim ulubionym hotelito Villas H2O. Kiedy kończę jeść Budgie czeka już na mnie. Sprzęt mamy gotowy, a dzień wcześniej testowaliśmy konfigurację w sidemountowych korytarzach wokół Gran Cenote. Krótka wizyta w 7/11 po lekki prowiant i napoje energetyzujące, wreszcie wyruszamy na północ na nurkowanie jaskiniowe w Sistema Minotauro.

Sistema Minotauro to obszar, w którym ciągle jeszcze trwa eksploracja, a granice ludzkiego poznania przesuwane są dalej i dalej… Komnaty Xibalby rozrastają się – na październik 2011 QRSS (Quintana Roo. Speleological Survey) zarejestrował w systemie Minotauro 7140 m łącznej długości podziemnych korytarzy, a znany eksplorator i kartograf jaskiniowy Alessandro Reato pracuje nad jego mapą. W systemie Minotauro, na dzień dzisiejszy znane jest pięć cenot: Minotauro, Estrella, Escalera, Piedra i Winz. Płacę za wjazd, a samochód Budgiego, niczym czołg zdobywa kolejne metry w ciężkiej i wyboistej drodze przez selvę. W końcu, po jakimś 1,5 km docieramy na polanę w pobliżu Cenote Minotauro – głównego wejścia do systemu.

Miejsce wkoło cenoty zachowuje pozory zadbania o. Są tu stoły do klarowania sprzętu i wygodne betonowe schody do wertebu, ale irytują zapaćkane na biało pnie drzew, niby po to, aby nie łaziły po nich robale. Równocześnie nikomu nie przeszkadza kilka sztucznych wylęgarni moskitów w deszczówce gromadzącej się zupełnie niepotrzebnie w nieużywanych, pozwijanych bannerach reklamowych. Moskity na Jukatanie potrafią być nieznośne, ale w porze suchej ogólnie daje się z nimi żyć. Dużo gorzej jeżeli w selvie znajdzie cię zgraja tábano. Te złotookie, zielonobłyskie końskie muchy, gryzą niedostrzegalnie i bezboleśnie, za to wstrzykiwane przez nie substancje wywołują spore opuchlizny, np. usztywniając palce. Słyszałem również o przypadkach zupełnego zamknięcia oka, a nawet zatkania nosa przez opuchliznę, po ugryzieniu tábano.

Szybko klarujemy sprzęt nurkowy i schodzimy do ukrytej w krasowym wertebie cenoty. Cenote Minotauro to niewielkie, urokliwe źródełko ukryte pośród skał. Sprawdzam swoje stage i wyciągam się na wodzie mocząc twarz i spowalniając oddech. Jestem szczęśliwy, że mogę wreszcie w swoim życiu robić dokładnie to co lubię, i że nareszcie lubię to co w swym życiu aktualnie robię. Spoglądam na otaczające mnie skały, drzewa i niebo. Oddycham głęboko starając się wyryć w pamięci ten obraz świata, który za chwilę opuszczę na co najmniej godzinę po to, by powrócić doń w zupełnie innym miejscu.

Rozpoczynamy nurkowanie jaskiniowe. Jeden za drugim wpływamy do restrykcji. Daje się wyraźnie wyczuć lekki prąd sunący w przeciwnym kierunku. Miejsca byłoby dość nawet i na twinset, ale w pobliżu wejścia jest tyle osadu, że posuwamy się wolno, by przez nieuważny ruch płetwą nie zafundować sobie powrotu w słabej widoczności. Korytarz skręca ostro w prawo, by po kolejnych kilkudziesięciu metrach otworzyć się na większą komnatę. Zdumiony rozglądam się po dekoracjach. Każda jaskinia jest inna, każda daje inne, całkowicie odmienne wspomnienia. Na płytszej głębokości Minotauro ma kolor ochry, gdzieniegdzie szczerzącej się bielą. Spływamy lekko w dół, a poręczówka wkrótce zakręca w prawo. Budgie odpina kołowrotek i robimy pierwszego jumpa. W terminologii nurkowań jaskiniowych jest to przeskok z jednej liny jaskiniowej (poręczówki) na drugą tak, aby nurka jaskiniowego w każdym momencie nurkowania łączył nieprzerwany ciąg liny od miejsca, w którym się aktualnie znajduje aż do wyjścia z jaskini. To jedno z podstawowych narzędzi nawigacji w jaskiniach, ze względu na ich niezwykle skomplikowaną budowę tu na Jukatanie, ale nie tylko tutaj. Zasada ciągłej  liny to jedna z podstawowych zasad bezpieczeństwa w nurkowaniu jaskiniowym, opracowana przed laty przez Schecka Exleya. Wkrótce drugi jump, a po jakimś czasie docieramy do T – skrzyżowania, z którego jedna z odnóg prowadzi do Cenote Estrella. Gdzieś tam, po osiągnięciu jednej trzeciej gazu zużytego z butli pozostawimy na poręczówce cookie – znacznik, który na kolejnym nurkowaniu pozwoli nam na zamknięcie pętli od drugiej strony.

Po czterdziestu minutach nurkowania pod prąd, docieramy do Cenote Estrella. Zbliżając się do powierzchni gaszę światło i przez taflę potężnego okna cenoty w czarnej oprawie ze skał spoglądam na wykrzywiony obraz nieba i drzew. Niczym przez duże okno, wynurzamy się na powierzchnię, a ja wychodzę po śliskich kamieniach, by rozejrzeć się po selvie. Drzewa, ptaki, moskity… 30-ci stopni w słońcu, ale w bliskim sąsiedztwie cenoty panuje przyjemny mikroklimat. Zastanawiam się co też żywe stworzenia mogą sobie pomyśleć widząc przybyszów ubranych w neopren i zabawne uprzęże, wychodzących nagle z ICH wody tu, w samym środku ich dzikiego, być może nietkniętego nigdy ludzką stopą lasu. Jakie wrażenie wywarlibyśmy na Majach, gdyby cenota okazała się będącą miejscem kultu sadzawką, położoną w samym środku indiańskiej wioski. Dla Majów Cenoty były portalami do innego świata – Xibalby, królestwa władców Podziemi. Teraz, gdy mam za sobą kilkaset metrów przebytych w podziemnych korytarzach i Komnatach Xibalby, dociera do mnie jak trafne było to porównanie.

Trawers w drogę powrotną z prądem zajmuje nam tylko 33 minuty, z czego trzy stracone pod koniec na wyminięcie z inną grupą wchodzącą w tym czasie przez początkowy korytarz do jaskini. Tym razem ja prowadzę. Rozpoznając mijane po drodze, a wbijane wcześniej w pamięć, formacje skalne spoglądam na komputer nurkowy starając się przypomnieć sobie czasy jakie dzieliły mnie od wejścia, które starałem się zapamiętać po drodze w tą stronę – doskonałe ćwiczenie na orientację w jaskini. Mój komputer X1 kanadyjskiej firmy Liquidvision świeci niczym pochodnia w ciemnościach, zapewniając mi w okamgnieniu bardzo wyraźne odczyty. Gazu miałem aż nadto – w drodze do Estrelli zużyłem znacznie poniżej zaplanowanej jednej trzeciej, więc na następnym nurkowaniu powinienem dać radę zamknąć słynną pętlę Minotauro Loop. Jeżeli nie, po prostu wrócę tą samą drogą. Planowanie zużycia gazu na maksymalnie 1/3 w drodze w głąb jaskini to kolejna z podstawowych zasad w nurkowaniu jaskiniowym opracowanych przez Exleya. Czekamy aż druga grupa skończy swoje nurkowanie i wkrótce ponownie zanurzamy się w jaskini.

Tym razem droga przez wąski wejściowy korytarz jest znacznie mniej przyjemna. Minotauro to dziwne miejsce na prowadzenie kursów jaskiniowych ale z tym najwyraźniej mieliśmy do czynienia – widoczność spadła do przysłowiowego metra, standardowego w polskim nuraniu szuwarkowym. Nieszczęście nie trwa długo i wkrótce mijamy założonego wcześniej jumpa – tędy, mam nadzieję zamkniemy pętlę przypływając z przeciwnego kierunku. Skręcam w prawo, zgodnie z kierunkiem głównej poręczówki. Po drodze mijamy kilka strzałek, wyznaczających miejsca do wykonania jumpów w boczne korytarze, ale te będą musiały poczekać na swój czas. Za zwaliskiem dużych głazów korytarz opada lekko w dół. Nagle dostrzegam, że choć opór wody nie wzrósł płynę przez kisiel. To haloklina – granica warstw wód różnej gęstości, oddzielająca wodę słodką od słonej.

Ciągnące się setkami kilometrów systemy jaskiń Jukatanu wypełnia słodka woda opadowa, będąca przy okazji prawie jedynym źródłem wody pitnej na półwyspie, ale wszystkie systemy mają też połączenia z Morzem Karaibskim, więc głębiej w korytarzach mamy gęstszą i wyraźnie cieplejszą słoną wodę morską. Wody o różnych gęstościach nie mieszają się, a granica ośrodka leżąca między nimi stanowi źródło zadziwiających zjawisk optycznych jak np. refrakcja światła.

Wynurzam się tuż ponad solankę tak by nie zaburzać widoczności płynącemu za mną Budgiemu. Widzę również, że Budgie odsuwa się lekko w bok – to standardowa procedura przy nurkowaniu na haloklinie. Korytarz lekko się zwęża, skały pod halokliną są białe i nabierają porowatej, gąbczastej tekstury. Tak działa na wapień zawarta w wodzie sól. Spoglądam w dal i widzę długą podziemną rzekę. Przy widoczności sięgającej stu metrów wrażenie jest niesamowite! Jaka szkoda, że nie mam czym tego sfilmować! Nie widzę zupełnie wody ponad halokliną, widzę wodę pod sobą i sunę wolno i dostojnie tuż ponad jej powierzchnią, zawieszony w absolutnym stanie nieważkości. Brakuje tylko pochodni i klasycznej muzyki… Potraficie wyobrazić sobie to nieziemskie wrażenie?!

Zwalniam, by jak najdłużej cieszyć się tym niepowtarzalnym widokiem, jednak w końcu rzeka się kończy, a ja odnajduję znacznik Budgiego na skrzyżowaniu do Cenote Estrella. Do 1/3 zostało mi spokojnie ponad 20 bar, ruszam więc w dalszą drogę, by odnaleźć kołowrotek pozostawiony na pierwszym nurkowaniu i, aby zamknąć wielką Pętlę Minotauro.

Po zakończeniu nurkowania długo pozostaję sam, bezwładnie unosząc się na powierzchni wody. Na kamieniach dostrzegam jaszczurkę, przyglądającą mi się z uwagą. Chłonąc wspomnienia tego co przeżyłem i piękno tego co widzę dookoła, cieszę się życiem jak za dawnych lat, po swych pierwszych nurkowaniach kawernowych w Cenotach. Dokładnie tak jak wtedy czuję, ogrom różnicy pomiędzy tym co dzisiaj, a wszystkim co kiedykolwiek robiłem pod wodą do tej pory. Od kilku lat spoglądałem z zazdrością na uczestników organizowanych przeze mnie wypraw ALPHA-DIVERS, którzy po swych pierwszych nurkowaniach kawernowych w Cenotach zachowywali się podobnie, czując najwyraźniej to co i ja przy swej pierwszej wizycie. Zazdrościłem im doniosłości tego pierwszego wrażenia, jednak dziś ponownie przyszło ono do mnie. Nie czułem się tak od czasu kursu nurkowania jaskiniowego i pierwszych nurkowań jaskiniowych w Pasażu Madonny. Mam nadzieję, że wspomnienia z Pętli Minotaura pozostaną w mojej pamięci na zawsze. Gdybym kiedykolwiek pokusił się o sformułowanie listy najpiękniejszych miejsc w jukatańskich jaskiniach – swego rodzaju Jaskiniowej Korony Jukatanu, Pętla Minotaura z bardzo dużym prawdopodobieństwem znalazłaby się na niej, choć z drugiej strony, z moimi nowymi możliwościami tak wiele jeszcze miejsc do odkrycia pozostało przede mną! Grunt to skromność… Analizując złożoność wykonanych nurkowań i lekkość z jaką przychodzi mi planowanie i realizacja bardziej skomplikowanych działań czuję tak jakby „skoczył mi level„. Nie ma porównania z nurkowaniami jaskiniowymi, które robiłem do tej pory. Kolejne stopnie wtajemniczeń w wyszkoleniu i konsekwentnie zdobywane doświadczenie, jakie daje każde kolejne nurkowanie jaskiniowe przynoszą naprawdę niesamowite rezultaty…